Tesco, Bellingham i fikcyjne kasyno. Nie tylko Polska ma problem z META
Brytyjska sieć Tesco zgłosiła policji sprawę fałszywego kasyna, które podszywało się pod jej markę i reklamowało się na Facebooku. Mechanizm jest ten sam, który od miesięcy uderza w Polaków: znana marka albo znana twarz ma zastąpić licencję i zbudować zaufanie, którego nielegalny operator nie ma z czego zbudować. W Wielkiej Brytanii ofiarą padły już banki, gwiazdy sportu i kilka legalnych brandów z branży hazardowej.

Fikcyjne kasyno z logo Tesco
Fałszywe „kasyno Tesco” reklamowało się na Facebooku i miało własną stronę na platformie do momentu, w którym Guardian zadał pytania właścicielowi serwisu, czyli Meta. Reklamy prowadziły do witryny, która nadal jest dostępna w Wielkiej Brytanii i przedstawia się jako „oficjalne kasyno Tesco”. Serwis twierdzi, że jego automaty są „ułożone tak przejrzyście jak alejki w Tesco Extra”, a całe kasyno jest „zbudowane na zaufaniu Tesco, spółki z indeksu FTSE 100 z 107-letnią historią handlu w Wielkiej Brytanii od 1919 roku”.
Problem w tym, że witryna nie ma licencji na świadczenie usług hazardowych w Wielkiej Brytanii, a taki dokument jest tam wymagany do legalnego działania. Tesco nie skomentowało sprawy, ale skierowało swoje zastrzeżenia do Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa oraz do serwisu Report Fraud prowadzonego przez policję City of London. Rzecznik tej policji potwierdził, że skarga wpłynęła, ale nie została jeszcze przekazana do jednostki prowadzącej postępowanie.
Barclays, Monzo i gwiazdy sportu na tej samej liście
Tesco nie jest pierwsze. Pod marką Barclays powstała reklama „Barclays Slots”, w której pojawiła się twarz Lewisa Hamiltona. W jednym z ogłoszeń na Facebooku wygenerowana przez sztuczną inteligencję kobieta miała spuszczone spodnie, po czym odwracała się i pokazywała, że gra w grze kasynowej Barclays. Bank oświadczył, że „nie popiera tego materiału i nie ma z nim nic wspólnego”, oraz podjął działania w celu ochrony klientów przed wprowadzającym w błąd użyciem jego własności intelektualnej. Podobny mechanizm dotknął bank Monzo, który nazwał sprawę „oszustwem wspieranym przez AI”, w którym przestępcy wykorzystują rozpoznawalność jego marki.
Drugi wariant tego samego schematu to nazwiska sportowców. Jude Bellingham i Bruno Fernandes już wcześniej mieli swoje wizerunki wykorzystane bez zgody przez nielegalnego operatora. Bokser Tyson Fury nagrał dla swoich obserwujących wideo, w którym zdystansował się od kasyna noszącego jego nazwę. Powiedział, że w przeszłości odrzucał oferty warte „miliony” od firm hazardowych i nigdy nie promowałby tej branży. Portal Rainbet, który twierdzi, że ma licencję wyspy Anjouan na Oceanie Indyjskim, używa z kolei sobowtóra Erlinga Haalanda jako krupiera w norweskiej koszulce. Strona nie jest dostępna dla użytkowników w Wielkiej Brytanii, ale reklamowała się przez Metę.
Meta zdejmuje reklamy i wskazuje na reklamodawców
Meta poinformowała, że usunęła reklamy po pytaniach Guardiana. Jednocześnie stoi na stanowisku, że to reklamodawcy, a nie platformy, odpowiadają za zgodność z lokalnymi przepisami. To ustawienie ciężaru odpowiedzialności jest dokładnie tym punktem, który od miesięcy budzi spór między platformami a regulatorami.
Bejay Patel, dyrektor zarządzający na Wielką Brytanię i Irlandię w Entain, właścicielu marek Coral i Gala Bingo, nie zostawia na tym suchej nitki. Jego zdaniem każde kasyno podszywające się pod licencjonowanego operatora „wykorzystuje brytyjskich konsumentów i legalne firmy, nie płacąc przy tym żadnych podatków, podczas gdy jedne z największych platform technologicznych na świecie nadal zarabiają na hostowaniu ich reklam”. Patel apeluje, żeby Ofcom zajął twardsze stanowisko wobec firm ułatwiających taką działalność. Co istotne, Coral i Gala Bingo same padły ofiarą podszywania się.
Brytyjski regulator hazardu również zabrał głos. „Nielegalna działalność związana z hazardem to zagrożenie, które traktujemy poważnie, a wykorzystywanie tożsamości zaufanej marki do kierowania ludzi do nielicencjonowanych produktów kasynowych jest szczególnie cyniczną wersją tej działalności” – przekazała Gambling Commission. Komisja zapowiada, że od jesieni zyska większe uprawnienia dzięki ustawie o przestępczości i policji. Zaznacza jednak, że nieuprawnione użycie własności intelektualnej leży poza jej kompetencjami, i wskazuje na współpracę z brytyjskim organem nadzoru reklamy ASA.
Polska ma ten sam problem, tylko inne nazwiska
W Polsce schemat wygląda identycznie, zmieniają się tylko twarze i marki. W czerwcu opisywaliśmy kampanię nielegalnego bukmachera, w której wykorzystano wizerunki Igi Świątek i Julii Wieniawy. Materiały przygotowane techniką deepfake sugerowały autentyczne nagrania i wypowiedzi obu kobiet, a po kliknięciu użytkownik trafiał na stronę operatora działającego bez zezwolenia Ministerstwa Finansów. Ten mechanizm opisaliśmy szerzej w tekście o deepfake’ach z polskimi gwiazdami.
Wcześniej były przerobione nagrania z wizerunkiem Buddy i fałszywe rekomendacje przypisywane Łukaszowi „Lotkowi” Lodkowskiemu, a dane z biblioteki reklam pokazały, że do Polaków trafiają setki kampanii prowadzących do operatorów działających bez polskiej licencji. Skalę tego zjawiska pokazaliśmy w analizie reklam nielegalnych kasyn, a problem ma wymiar transgraniczny, o czym pisaliśmy przy okazji krytyki Big Techu za reklamy nielegalnego hazardu.
Różnica między Polską a Wielką Brytanią polega na tym, gdzie kończy się odpowiedzialność państwa. W Polsce działa rejestr domen zakazanych prowadzony przez Ministerstwo Finansów. Jak pokazaliśmy w majowej analizie, blokuje on domeny końcowe operatorów, ale nie obejmuje całego ekosystemu stron, które doprowadzają do nich użytkownika z Google: rankingów, katalogów opinii i przekierowań afiliacyjnych. Rejestr domen okazuje się zbyt wąskim narzędziem wobec tego ekosystemu. Z kolei Wielka Brytania ma GamStop, czyli system samowykluczenia, i mimo tego reklamy nielegalnych kasyn nadal trafiają tam do użytkowników.
Zaufanie jest produktem, fałszywa marka narzędziem
Warto zwrócić uwagę na to, co łączy sprawę Tesco z polskimi deepfake’ami. W żadnym z tych przypadków przestępcy nie inwestują w produkt. Nie budują kasyna, nie zdobywają licencji ani nie zamierzają się rozliczać z podatku. Inwestują w jedno: w skrót myślowy odbiorcy, że „skoro to Tesco, Barclays, Świątek albo Wieniawa, to musi być w porządku”. Fałszywa marka jest w tym modelu tańsza niż licencja i skuteczniejsza niż jakikolwiek własny logotyp.
Ofiarą takiego schematu jest nie tylko marka, której wizerunek skradziono, i nie tylko konsument, który traci pieniądze na stronie bez nadzoru. Jest nią również legalny operator, który płaci podatki, utrzymuje systemy odpowiedzialnej gry i finansuje składki na rzecz sportu, a potem konkuruje o tego samego użytkownika z podmiotem, który kosztów regulacyjnych nie ponosi. Tomasz Mogiła z Playtech Polska wskazywał w rozmowie z nami, że fałszywe kasyna narażają przede wszystkim graczy i że potrzebna jest zdecydowana reakcja branży oraz regulatorów. Ten apel o współpracę operatorów płatności, regulatorów i dostawców telekomunikacyjnych brzmi dziś jeszcze bardziej aktualnie.
Nie brakuje też pomysłów na inne podejście do problemu. Holandia postanowiła wziąć na celownik nie kasyno, ale kanał dystrybucji, czyli Google i Metę. Holenderski regulator chce rozliczać platformy za reklamy hazardu, a to rozwiązanie działa na innym poziomie niż blokowanie kolejnych domen, które i tak wracają pod nowymi adresami.
Polecane