Dylematy włoskiego rynku
Włoskie wpływy fiskalne z gier rosną, ale proste hasło o rynku, który daje państwu więcej pieniędzy, potrafi być mylące. W jednej tabeli spotykają się podatki od poszczególnych produktów, opłaty koncesyjne i rozliczenia, które nie są bezpośrednią miarą GGR operatorów. Włochy pokazują, że dla branży ważne jest nie tylko to, ile trafia do budżetu, lecz także z czego dokładnie ten wzrost wynika.

Większe wpływy nie są automatycznie większym rynkiem
Włoskie statystyki fiskalne pokazują wyższe dochody państwa z pozycji związanych z grami. To istotna informacja dla budżetu, ale nie należy od razu przekładać jej na tezę o proporcjonalnym wzroście całego rynku hazardowego. Dochód podatkowy, obrót i GGR opisują trzy różne rzeczy, a we włoskim systemie dochodzą do tego także opłaty za koncesje.
To rozróżnienie ma znaczenie zwłaszcza teraz, gdy Rzym przebudowuje ramy dla hazardu online. Nowy model koncesyjny zwiększa wymagania wobec operatorów i daje państwu dodatkowe źródła wpływów. Część fiskalnego efektu może więc wynikać z konstrukcji regulacyjnej, nie tylko z tego, że gracze wydali więcej pieniędzy.
Jedna pozycja w tabeli, kilka różnych danin
W publicznych zestawieniach pojawiają się razem loterie, gry liczbowe, zdrapki. Ten agregat jest przydatny dla Ministerstwa Gospodarki i Finansów, ale nie odpowiada bezpośrednio na pytanie o kondycję iGamingu, zakładów czy automatów. Każdy z tych segmentów ma własną strukturę obciążeń i własną dynamikę. W liczbach ujęty jest jednak jako jeden sektor, co jest bardzo problematyczne.
Włoski rynek obejmuje między innymi PREU (podatek od automatów), podatki związane z zakładami, podatki od produktów zdalnych oraz opłaty koncesyjne. Z punktu widzenia branży wrzucanie ich do jednego worka jest wygodne, ale analitycznie niewystarczające. Można wtedy łatwo ogłosić sukces budżetu, nie wyjaśniając, czy płaci za niego większa aktywność legalnych klientów, czy po prostu nowa konstrukcja opłat.
Reforma online zmienia relację państwa z operatorem
Włoska reforma hazardu zdalnego opiera się na dziewięcioletnich koncesjach. Sama opłata za koncesję została ustalona na 7 mln euro, a poza nią operatorzy pozostają w systemie bieżących obciążeń. To czytelny sygnał: państwo chce mniej podmiotów, ale lepiej skapitalizowanych, łatwiejszych do kontrolowania i gotowych ponosić wysoki koszt wejścia.
Taki model ma swoje zalety. Regulator może budować rynek wokół firm, które mają zasoby na compliance, ochronę graczy i technologię. Jest też druga strona: jeżeli koszt legalnego działania rośnie szybciej niż atrakcyjność oferty, część klientów może zacząć szukać alternatywy poza licencjonowanym systemem.
Budżet i rynek nie zawsze mają ten sam interes
Dla resortu finansów rosnące wpływy są prostą dobrą wiadomością. Dla regulatora ważniejsza jest jeszcze kanalizacja, czyli to, czy gracze rzeczywiście zostają w legalnej ofercie. Dla operatorów liczy się zaś marża po podatkach, kosztach marketingu, płatnościach i wymogach technologicznych. Te trzy perspektywy nie zawsze prowadzą do tego samego wniosku.
Same wyższe wpływy do budżetu nie wystarczą, by uznać, że włoski rynek ma się lepiej. Najpierw trzeba sprawdzić, czy stoją za nimi większe GGR, skuteczniejszy pobór podatków, czy po prostu nowy koszt wejścia dla operatorów.. Może oznaczać zdrowy wzrost legalnego rynku, ale może też być efektem lepszego poboru, zmian w harmonogramie rozliczeń albo kosztu nowego modelu koncesyjnego. Dopiero rozbicie danych na produkty, GGR i opłaty pokazuje, czy za większym przelewem do budżetu stoi rzeczywiście mocniejszy rynek.
Polecane