Przypadki polskich sportowców, którzy byli uzależnieni od hazardu

Autor: Szymon Kubik

Data publikacji: 20.11.2025 Ostatnia aktualizacja: 20.11.2025 10:39

Świat sportu zawodowego często kojarzy się z wielkimi pieniędzmi, adrenaliną i szybkim tempem życia – czynnikami, które niestety stanowią podatny grunt dla uzależnienia od hazardu. Choć polscy piłkarze, tacy jak Tomasz Hajto, Kamil Grosicki i Łukasz Burliga, czy pięściarz Artur Szpilka, osiągnęli szczyty karier, wszyscy publicznie przyznali się do dramatycznej walki z tym nałogiem. Ich historie, choć bolesne, stanowią cenną przestrogę dla całej społeczności iGaming, ukazując, jak łatwo granica między rozrywką, a uzależnieniem może zostać przekroczona.

Piłkarze w grupie podwyższonego ryzyka

Szokująca skala problemu została potwierdzona w raporcie: „Zaburzenia uprawiania hazardu i problemowe korzystanie z Internetu wśród piłkarzy”, opublikowanym w 2019 roku przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Badania przeprowadzone przez dr. Andrzeja Szymańskiego i dr Ewę Krzyżak-Szymańską z Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach rzuciły światło na to zjawisko, określając piłkarzy jako grupę podwyższonego ryzyka.

W badaniu wzięło udział 817 zawodników. Kontekst badanych klubów był ściśle określony. Były to 50 klubów piłkarskich z województwa śląskiego, które w sezonie 2017/2018 i 2018/2019 brały udział w rozgrywkach do piątego poziomu włącznie.

Kluczowe ustalenia są niepokojące. Aż 70% ankietowanych piłkarzy zadeklarowało uprawianie hazardu w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie. Co gorsza, 8% z nich spełnia symptomy nałogowego grania. Ten wskaźnik jest blisko dziesięciokrotnie wyższy niż w całej populacji, gdzie patologiczny hazard dotyczy zaledwie 0,9% ludzi. Ryzyko uzależnienia obejmuje aż 34% piłkarzy. Jak zauważył dr Szymański, środowisko piłkarskie było przez lata ignorowane w badaniach nad uzależnieniami.

Hazardzista wśród piłkarzy najczęściej obstawia u bukmacherów wyniki rozgrywek piłkarskich, a ten fakt rodzi poważny konflikt regulaminowy z przepisami PZPN. Co ciekawe, nałóg nie wydaje się być związany z poziomem sportowym, a zainteresowanie hazardem jest niemal równe wśród piłkarzy z różnych klas rozgrywkowych.

Mechanizmy i przyczyny – wpływ internetu i domu rodzinnego

Raport KCPU precyzuje czynniki, które mają największy związek z rozwojem zaburzeń hazardowych u sportowców. Badania wykazały wyraźny związek między problemowym korzystaniem z internetu a podatnością na uzależnienie od gier losowych. Dr Ewa Krzyżak-Szymańska zwróciła uwagę na istotną korelację:

 Z badań wynika, że największy związek można zauważyć między tym, ile czasu sportowiec spędza w internecie, a tym, jak często oddaje się grom hazardowym. To nie wynika tylko z tego, że hazard uprawiany jest online. Bardzo widoczna jest korelacja między dysfunkcyjnym podejściem do obecności w siec, a podatnością na uzależnienie od gier losowych. Trudno tylko wyrokować, co jest pierwsze – czy hazard wciąga piłkarza, bo jest uzależniony od internetu, czy to drugie, uzależnienie jest pochodną kłopotów z grami hazardowymi. W każdym razie taki związek istnieje. 

Prawdopodobieństwo wejścia w świat hazardu jest trzy razy wyższe u osób uzależnionych od internetu. Jednak kluczowym czynnikiem ryzyka, który ma znaczenie w rozwoju zaburzenia uprawiania hazardu, okazuje się środowisko domowe i wczesny kontakt z grą. Jak czytamy w raporcie:

– W rozwoju zaburzenia uprawiania hazardu wśród piłkarzy ważne znaczenie odgrywały czynniki społeczno-sytuacyjne związane z wczesnym kontaktem piłkarzy z hazardem oraz międzypokoleniowa transmisja aktywności hazardowej w rodzinie. Ponad połowa badanych piłkarzy (58%) dorastała w domach, w których najbliższe im osoby uprawiały hazard, a 39% brała aktywny udział w tej grze.

Hazard na ogół uprawiali członkowie rodziny reprezentujący płeć męską, a najbardziej aktywni byli ojcowie.

Tragiczne świadectwa

Choć statystyki pokazują, że większość piłkarzy gra na niskie stawki (tylko 1% wydaje powyżej 10 000 zł rocznie), publiczne świadectwa zawodników o międzynarodowej renomie pokazują, że w przypadku utraty kontroli, straty są katastrofalne. Indywidualne historie czołowych piłkarzy najlepiej pokazują dramatyczne konsekwencje.

Tomasz Hajto

Pierwszym przypadkiem, który przytoczymy jest historia piłkarza Tomasza Hajty. Nazwał on hazard „krążącym uzależnieniem” wśród sportowców i biznesmenów. Po zakończeniu kariery Hajto zaczął szukać adrenaliny, a jego wyborem stały się alkohol i kasyno.

– Jak kończysz grę w piłkę, zaczynasz szukać jakiejś adrenaliny, żeby w organizmie się wydzielał hormon szczęścia. (…) To było wyjście, spędzenie czasu, brak chęci powrotu do domu. Jeden poszedł w alkohol i narkotyki, ja sobie poszukałem alkoholu i kasyna. Napytało mi to wielokrotnie problemów – dzisiaj mogę o tym śmiało powiedzieć, że miałem z tym ogromny problem. Dałem mojej żonie przyrzeczenie, że się z tego wyleczę.

Hazard doprowadził go do finansowej ruiny. Hajto w wywiadzie dla Żurnalisty przyznał, że potrafił przegrać nawet pół miliona w dzień.

– Lubiłem adrenalinę. Stać mnie na to było. Chodziłem za swoje, to sobie szedłem raz na pół roku i lubiłem grubo zagrać. Raz może tak przesadziłem w Warszawie. Poniosły mnie emocje i poszalałem w Marriocie na VIP-ie. W dobę – z moimi pieniędzmi – przegrałem z pół miliona.

Tomasz Hajto na pytanie jak długo grał i ile przegrał odpowiada:

Przełom w walce z nałogiem nastąpił po interwencji żony. Oprócz notarialnych zakazów wstępu do kasyn, które sam musiał sobie załatwić, kluczowe było ultimatum.

– Musisz mieć kobietę, na której ci turbo zależy, którą turbo kochasz i która przyjdzie do ciebie i powie ci tak: albo z tym kończysz, albo nas nie ma. 

Hajto otwarcie przyznaje, że dopiero gdy „dobił ryjem w podłogę” (osiągnął dno), był w stanie z tym skończyć. Tym momentem alarmowym była noc, podczas której przegrał pieniądze przeznaczone na nowy biznes. Ta historia pokazuję, jak potężny jest to nałóg. Jak sam twierdzi, największą siłą okazała się dla niego miłość i wsparcie Marioli.

Kamil Grosicki

Równie dramatyczna była walka innego piłkarza, Kamila Grosickiego, którego problemy rozpoczęły się, gdy koledzy z Pogoni Szczecin zaprowadzili go do kasyna. Przejście do Legii Warszawa i przeprowadzka w wieku 19 lat do stolicy bez odpowiedniego wsparcia, spotęgowały problem:

– Kiedy byłem w Pogoni Szczecin, koledzy zaprowadzili mnie do tego miejsca, w którym uprawia się hazard. Najbardziej żałuję, że pierwszy raz moja noga tam stanęła, ponieważ spodobało mi się to. Później był to mechanizm, nad którym nie miałem kontroli. Gdy byłem w Legii, to czekałem tylko, aż będę miał czas wolny i szedłem do kasyna.

Grosicki nie kryje, że wolał iść do kasyna niż na dyskotekę, ponieważ „tam też mogłem zrobić imprezę, ale bez tej adrenaliny przy stole”. Nałóg był silniejszy i skierował go na terapię do zamkniętego ośrodka w Starych Juchach, zamiast na zgrupowanie kadry narodowej. Długi Grosickiego sięgały wówczas 200 tys. zł. Piłkarz do dziś podkreśla, że choroba ta jest nieuleczalna i wiecznie obecna w jego życiu:

– Uzależnienie od hazardu to nie jest ból głowy, na który bierzesz tabletkę i zaraz ci przechodzi. To ciągła walka. Ja przez dziesięć następnych lat mogę nie grać w ruletkę. Ale potem mogę znów zagrać i polegnę. Zdaję sobie z tego sprawę. (…) To jest nieuleczalna choroba. Jak zobaczę Marriott, to moim pierwszym skojarzeniem jest kasyno. Patrzę na Pałac Kultury w telewizji – widzę kasyno. (…) Wszystko wydawałem. Jak na przykład chciałem coś do jedzenia, to wysyłałem kogoś, aby mi kupił. W głowie miałem liczby, cyferki i kolory. 

Podkreślił jednak, że prawdziwe wyjście z nałogu wymaga dojścia do momentu, w którym „butelka staje się pusta”, co oznacza, że decydujące jest osobiste zrozumienie problemu, a nie tylko terapia.

– Nie życzę nikomu, żeby przechodził taki proces, jak ja. Trzeba dojść do momentu, w którym butelka staje się pusta. Nie są potrzebne żadne terapie, tylko ty sam musisz zrozumieć i wyczuć czas, aby to zakończyć.

Łukasz Burliga

Podobnie sytuacja się miała u kolejnego piłkarza, Łukasza Burligi, ówczesnego zawodnika Wisły Kraków. Problemy Łukasza Burligi z hazardem rozpoczęły się, gdy miał 19 lat, przechodząc od „zabawy” do „dramatu” i zadłużenia wynoszącego 700 tys. zł. Kluczowym momentem było ujawnienie jego wizyty w lokalu bukmacherskim w maju 2014 roku, co wywołało natychmiastową reakcję Wisły Kraków. W związku z wyjaśnieniem piłkarza i przyznaniem się do uzależnienia od gier hazardowych, Wisła Kraków w porozumieniu z Łukaszem postanowiła skierować go na terapię leczenia uzależnień.

Niestety, terapia nie zapobiegła nawrotowi choroby. W październiku 2017 roku, już jako piłkarz Jagiellonii Białystok, Burliga „zapadł się pod ziemię” na kilka dni. Piłkarz nękany przez dłużników nie pojawił się na kilku treningach i nie pojechał na mecz.

Sytuacja ta pokazała, jak poważny charakter ma uzależnienie. Burliga szczegółowo opisał mechanizm, który pogrąża hazardzistów i który dobitnie ilustruje podstępność uzależnienia, a także ujawnił skalę zadłużenia:

– Pożyczasz większą kwotę, za chwilę pojawiają się horrendalne odsetki. Okazuje się, że jest tego tak dużo, że nawet miesięcznie tyle nie zarabiasz. Musisz kombinować. Bierzesz kredyt, spłacasz lichwiarza i przez chwilę jest spokój. Ale za jakiś czas znowu ruszasz, cykl się powtarza, wszystko się zapętla. W pewnym momencie nie sposób to ogarnąć. Pożyczałem pieniądze od znajomych i od ludzi, którzy dawali mi je na procent. Kiedy kończył mi się kontrakt w Wiśle, miałem długi sięgające 700 tys. zł. 

Dla Burligi to publiczne zdemaskowanie i medialność afery stały się ostatecznie pozytywnym przełomem, ponieważ wytworzyły blokadę psychiczną i uniemożliwiły powrót do hazardu. Przyznał również, że piłka była jego ostatnią deską ratunku, ponieważ dawała mu środki i motywację do walki z długami.

– Nie mogłem się poddać. Wiedziałem, że piłka to moja ostatnia deska ratunku. Przestałbym grać i co? Poszedłbym na budowę za 2 tysiące złotych? Co mógłbym wtedy zrobić, mając już zaplątane różne sprawy? Jak wyjść na prostą? Ta świadomość mnie mobilizowała. Poza tym, charakter i ambicję do piłki zawsze miałem, bo to wszystko to jest jednak spełnienie jakichś dziecięcych marzeń.

Przyznanie się do problemu stało się dla niego formą oczyszczenia:

– Ja już się nie ukrywam. Rodzinie nieraz było przykro, ale przyznając się do wszystkiego, w jakiś sposób się oczyszczam. Nie muszę kłamać, nie muszę się chować. Wszyscy znają sytuację. 

Artur Szpilka

Ostatnim przykładem uzależnienia wśród sportowców jest historia byłego pięściarza, a obecnie zawodnika KSW, Artura Szpilki. Historia ta rzuca światło na inny aspekt uzależnienia – kompulsywną grę na maszynach hazardowych. Jego uzależnienie rozpoczęło się niezwykle wcześnie, w wieku zaledwie 13 lat, kiedy to po pożyczeniu 50 złotych, które wrzucił do automatu, wyciągnął 500 złotych, co dało mu fałszywe poczucie „wybrania przez los” i łatwej samodzielności finansowej.

Problem narastał wraz z karierą. Jak opisał w biografii „Zawsze ten sam”, hazard był jego największym wrogiem, a mama ostrzegała przed nim promotora Andrzeja Wasilewskiego:

– Panie Andrzeju, ja jeszcze coś panu muszę o nim powiedzieć.
– Coś dobrego czy złego?
– No, niestety złego, panie Andrzeju. Coś złego, o czym pan nie wie.
– Pani Jolu. Chuligan, pijak, łobuz, po wyroku. Co jeszcze?
– Artur bardzo lubi grać na maszynach. Wszystko zawsze przegrywał, pożyczał pieniądze…

Szpilkę gubiła wszędobylskość maszyn przed ustawą hazardową. Znajdowały się w kioskach, na stacjach benzynowych czy w pubach, co czyniło grę „normalną sprawą, jak palenie papierosów”. Używając własnych zarobków, Szpilka zaczął grać „grubo”, nie tylko podczas zgrupowań, gdzie uciekał, by pograć w Keno, ale przede wszystkim przy automatach:

– Bywało więc, że cały zarobek z weekendu wrzucał do maszyny. Po kilka stówek. Po kilka tysięcy. […] Zgrywał się do zera. Potrafił przegrać w noc wypłatę za walkę. W jeden dzień: 30 tysięcy złotych.

W najgorszym momencie żył na kredycie, przegrywając pieniądze, które dopiero miał mieć, i musząc pożyczać nawet na jedzenie. Pięściarz przyznał, że przez cztery lata przegrał ponad 400 tysięcy złotych, co było równowartością przestronnego mieszkania.

Uzależnienie od automatów uznał za gorsze niż narkotyki, ponieważ w hazardzie, mimo utraty wszystkiego, nie ma obawy o zdrowie, a jest jedynie silne pragnienie odegrania się. Kompulsywna potrzeba grania była tak silna, że zarywał noce w kiosku pod blokiem, spędzając tam czas nawet przed ważnymi walkami, zamiast na regeneracji. Jak sam wspomina, hazard to najcięższy przeciwnik z jakim walczyłem.

Świadomość ryzyka a iluzja kontroli

Większość piłkarzy ma dużą świadomość zagrożeń, twierdząc, że uznaje hazard za szkodliwą rozrywkę (73%) i jest świadoma, że wiąże się to z ryzykiem uzależnienia (81%) i bankructwa (61%).

Jednak ta świadomość nie chroni przed nałogiem. Wśród piłkarzy, u których stwierdzono już zaburzenia hazardowe, aż 74% wierzy w istnienie strategii pozwalających na wygraną. Ta iluzja kontroli nad losowym zdarzeniem, połączona z poszukiwaniem adrenaliny, jest głównym mechanizmem, który pozwala nałogowi się rozwijać. Piłkarze uznają zakłady bukmacherskie w internecie za najbardziej uzależniające gry.

Jako główne rekomendacje wynikające z badań wskazuje się konieczność podjęcia działań profilaktycznych na szeroką skalę. Raport sugeruje, że działania profilaktyczne powinny koncentrować się na uświadamianiu piłkarzom, jak czynnik losowy decyduje o wyniku gry oraz na uczeniu strategii Odpowiedzialnej Gry. Szczególnie istotne jest wprowadzenie interwencji psychologicznych, które koncentrują się na wzmocnieniu kontroli zachowań oraz wsparciu treningu umiejętności psychologicznych w celu zmniejszenia podejmowania ryzyka.

Komentarze

Tekst przeczytałem jednym tchem.Tekst był wyjątkowo przystępny. Treść dobrze wyważona – nie za dużo, nie za mało. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby.

2
0
ŁŁ

Jest ich znacznie więcej. Pracownik firmy bukmacherskiej 🙂

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *