Sonda Tygodnia: Czy Ministerstwo Finansów powinno rozpocząć debatę o rynku hazardowym?

Autor: Roksana Wojtecka

Data publikacji: 26.06.2026 Ostatnia aktualizacja: 30.06.2026 11:45

86 proc. uczestników Sondy Tygodnia iGaming Polska uważa, że Ministerstwo Finansów powinno rozpocząć publiczną debatę o przyszłości rynku hazardowego, bo obecne przepisy wymagają przeglądu. Dlaczego aż 86% czytelników uważa, że obecny model wymaga dyskusji?

Odpowiedź nie mieści się w jednym wyniku sondy. Przez ostatnie miesiące na łamach naszego portalu regularnie wracały te same wątki: monopol kasyna online, szara strefa, nieskuteczne blokowanie domen, napięcia wokół podatku od gier i coraz większy rozdźwięk między tempem zmian rynkowych a językiem ustawy hazardowej.

Sonda nie jest badaniem reprezentatywnym. Pokazuje jednak, jak myśli aktywna część czytelników i osób śledzących branżę. A ta grupa od dawna widzi, że polski model hazardowy nie działa już w warunkach, w których był projektowany.

578 głosów, jeden wniosek

Ponad 86% uczestników sondy opowiedziało się za tym, że obecne przepisy wymagają przeglądu. Zaledwie 6% uznało regulacje za wystarczające, a kolejne 5% dopuszczało debatę bez zmian legislacyjnych.

Przy 578 oddanych głosach trudno mówić o przypadku, to raczej wyraźny sygnał środowiska. Im dłużej Ministerstwo Finansów milczy, tym głośniej branża formułuje własne odpowiedzi.

Wynik sondy nie powinien zaskakiwać

W ostatnich miesiącach opisywaliśmy rynek, który coraz częściej mówi o potrzebie rozmowy z państwem, a nie tylko o kolejnych punktowych interwencjach. W tekście „Marek Skrzyński: Monopol Totalizatora Sportowego jest dziś fikcyjny” pojawił się jeden z najostrzejszych opisów obecnego układu: formalny monopol kasyna online istnieje, ale jego praktyczna skuteczność jest podważana przez skalę nielegalnej konkurencji.

Ten sam ton wracał przy relacjach z debat branżowych. W materiale „Dokąd zmierza polski rynek iGamingu? Branża zabrała głos” polski rynek został opisany jako konkurencyjny biznesowo, ale archaiczny legislacyjnie. Nie był to głos pojedynczego operatora, który chce poprawić własną pozycję. To był wspólny mianownik rozmów o podatkach, monopolu, reklamie i szarej strefie.

Ministerstwo Finansów i KAS pojawiały się w tych publikacjach nie jako abstrakcyjni regulatorzy, ale jako instytucje, od których rynek oczekuje danych, reakcji i czytelnego stanowiska. Artykuł „Dwa i pół roku ciszy” pokazywał narastające poczucie braku politycznej rozmowy o branży, a tekst „KAS odpowiada na zarzuty dotyczące kontroli” przenosił tę dyskusję na poziom egzekucji prawa.

Do tego doszły publikacje o nielegalnych kasynach, reklamach w mediach społecznościowych i domenach, które trafiają do rejestru dopiero po medialnej presji. To nie są odrębne historie. Układają się w jedną diagnozę: rynek działa szybciej niż instrumenty, którymi państwo próbuje go kontrolować.

Jakie problemy najczęściej wracają w dyskusji o rynku?

Najbardziej politycznym tematem pozostaje monopol kasyna online. Od nowelizacji ustawy hazardowej prywatni operatorzy nie mogą legalnie oferować kasyna online, a wyłączność należy do Totalizatora Sportowego. Problem polega na tym, że gracze nie zniknęli z rynku kasynowego. Część z nich trafia do podmiotów offshore, które nie płacą w Polsce podatków, nie podlegają polskiemu nadzorowi i nie działają w reżimie odpowiedzialnej gry.

W naszych treściach regularnie wracał argument, że monopol może wyglądać szczelnie na papierze, ale w internecie konkuruje z setkami nielegalnych marek. W artykule „Kasyno online w Polsce – co zrobić, żeby zyskali wszyscy?” opisano cenę tego modelu: państwo zachowuje formalną kontrolę, lecz traci część graczy na rzecz podmiotów, których realnie nie obejmuje polska licencja.

Drugim stałym punktem jest skuteczność walki z szarą strefą. Rejestr Domen Zakazanych miał być podstawowym narzędziem blokowania nielegalnych operatorów. Wielokrotnie pokazywaliśmy jednak, że blokady są spóźnione, domeny migrują, a treści afiliacyjne potrafią wracać pod nowymi adresami. W tekście „Jak Skarb Państwa traci miliardy na dziurawym rejestrze domen zakazanych?” ten problem został opisany jako mechanizm, który ogranicza dostęp, ale nie odcina źródeł ruchu i pieniędzy.

Osobną kategorią są podatki. Legalni bukmacherzy od lat działają w modelu podatku obrotowego, który obciąża stawkę, a nie wynik operatora. W rozmowach publikowanych przez nasz portal powracał postulat przejścia na opodatkowanie GGR. W wywiadach z przedstawicielami branży taki kierunek pojawiał się obok demonopolizacji kasyna online jako jedna z najczęściej wskazywanych zmian. Nie chodzi wyłącznie o niższe obciążenie. Chodzi o to, czy legalny operator może skutecznie konkurować ceną i ofertą z podmiotem, który polskiego podatku nie płaci wcale.

Gdzie regulacja nie nadąża za rynkiem?

Czwarty problem to reklama. Legalni operatorzy funkcjonują w ścisłych ograniczeniach marketingowych, podczas gdy nielegalne kasyna i afilianci wykorzystują media społecznościowe, influencerów, deepfake’i i reklamy sponsorowane. Bardzo często opisywaliśmy przypadki promocji nielegalnych marek przy wykorzystaniu wizerunku sportowców, celebrytów, patoinfluencerów oraz dużych platform technologicznych. Artykuły o Meta, Google, Kicku i reklamach nielegalnych kasyn pokazywały lukę, której nie da się zamknąć samym wpisem do rejestru domen.

Piąty temat to samo blokowanie domen. Publikacje o stronach powiązanych wcześniej z osobami publicznymi, w tym domenach Jarosława Gowina, pokazały jak łatwo porzucony lub przejęty adres może zostać użyty do promocji kasyn online. Państwo reaguje, ale często dopiero po czasie. Dla użytkownika różnica między legalnym operatorem, afiliantem i offshore’owym kasynem bywa mniej widoczna niż dla regulatora.

Szósty wątek to konkurencyjność Polski wobec innych rynków. W tym tygodniu opisywaliśmy reformy, debaty i błędy innych państw, m.in. Austrii i Holandii. Z tych tekstów płynie prosty wniosek: regulacja hazardu nie jest jednorazową decyzją. To proces korekt. Państwa, które podnoszą podatki bez oglądania się na migrację graczy do szarej strefy, dostają szybką odpowiedź rynku.

Debata nie oznacza rewolucji

Publiczna debata o przyszłości rynku hazardowego nie musi oznaczać natychmiastowej nowelizacji ustawy. Nie musi też oznaczać spełnienia postulatów jednej strony. Może być dużo skromniejsza i przez to bardziej użyteczna.

Najpierw potrzebne są dane. Jeśli państwo uważa, że obecny model działa, powinno pokazać, na czym opiera tę ocenę. Jeśli branża twierdzi, że szara strefa rośnie, powinna zderzyć swoje raporty z danymi Ministerstwa Finansów, KAS, operatorów płatności i platform reklamowych. Dzisiaj zbyt wiele sporów kończy się na równoległych monologach.

Konsultacje mogłyby objąć nie tylko operatorów bukmacherskich i Totalizator Sportowy. Przy stole powinni usiąść prawnicy, eksperci od przeciwdziałania uzależnieniom, przedstawiciele sportu, regulatorzy reklamy internetowej, dostawcy płatności i organizacje zajmujące się bezpieczeństwem cyfrowym. Rynek hazardowy dawno przestał być wyłącznie sprawą licencji bukmacherskiej.

Taka rozmowa mogłaby też uporządkować język. Czym państwo mierzy skuteczność Rejestru Domen Zakazanych? Jak ocenia realną skalę nielegalnych kasyn online? Czy monopol kasyna online ogranicza ryzyka społeczne, czy wypycha część popytu poza kontrolowany rynek? Czy podatek obrotowy pomaga budżetowi, czy zmniejsza atrakcyjność legalnej oferty?

To są pytania regulacyjne, nie hasła z konferencji. Odpowiedź nie musi prowadzić do rewolucji. Może prowadzić do korekt, lepszej egzekucji, nowych obowiązków dla platform reklamowych albo większej przejrzystości danych.

Czy jest przestrzeń do rozmowy?

Trzeba zaznaczyć jasno: nasza Sonda nie mówi, co myśli całe społeczeństwo. Nie taki był jej cel. Pokazuje raczej nastrój aktywnej części rynku, czytelników i osób, które przez ostatnie miesiące śledziły publikacje o MF, KAS, szarej strefie, podatkach i monopolu kasyna online.

Ten nastrój jest wyraźny: obecny model nie budzi zaufania jako zamknięty system. Nawet osoby, które nie oczekują szybkiej zmiany ustawy, mogą widzieć potrzebę przeglądu danych i rozmowy o skutkach obowiązujących regulacji.

Ministerstwo Finansów nie musi zaczynać od projektu ustawy. Może zacząć od publicznego bilansu. Co działa? Co nie działa? Ile kosztuje szara strefa? Jakie narzędzia mają KAS i ministerstwo, a jakich realnie brakuje? Czy legalny rynek ma warunki, żeby konkurować z nielegalnym?

Po kilku miesiącach obserwowania tych samych tematów trudno uznać wynik sondy za chwilowy impuls. To raczej sygnał zmęczenia modelem, w którym branża mówi o problemach, media opisują kolejne przykłady obchodzenia prawa, a państwo odpowiada głównie punktowymi działaniami.

Debata nie rozwiąże wszystkiego. Bez niej trudno jednak sprawdzić, czy polski rynek hazardowy jest jeszcze regulowany według aktualnej mapy, czy według mapy sprzed kilku lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *