„Milczenie nie jest złotem. Jest szansą” – bramkarz Sokoła Kleczew z niej nie skorzystał

Autor: Szymon Kubik

Data publikacji: 19.01.2026

Sebastian Szabłowski, bramkarz zawieszony przez PZPN w związku z podejrzeniem manipulacji wynikiem meczu, w pierwszym wywiadzie od wybuchu afery stanowczo zaprzecza udziałowi w korupcji sportowej. Jednocześnie zawodnik otwarcie przyznaje się do łamania regulaminu dyscyplinarnego poprzez obstawianie zakładów bukmacherskich oraz udział w procederze udostępniania kont.

Sprawa Sebastiana Szabłowskiego, bramkarza Sokoła Kleczew, wybuchła po meczu z Rekordem Bielsko-Biała, w którym jego błąd przyczynił się do utraty bramki. Od 21 sierpnia zawodnik jest zawieszony przez Wydział Dyscypliny PZPN, a postępowanie w jego sprawie wciąż się toczy. Choć prokuratura zwróciła mu sprzęt elektroniczny, nie znajdując na nim dowodów, a sam piłkarz nie usłyszał zarzutów prokuratorskich, jego wypowiedzi rzucają nowe światło na podejście piłkarzy do przepisów antyhazardowych.

Sportradar kontra „błąd techniczny”

Głównym dowodem w sprawie ma być analiza systemu Sportradar, opartego na sztucznej inteligencji, który wykrył anomalie na rynkach bukmacherskich (tzw. rynkach azjatyckich) podczas spotkania Sokoła. System miał wskazać podejrzane zachowanie bramkarza, analizując, dlaczego w kluczowym momencie nie podał piłki w lewą lub prawą stronę, lecz podjął decyzję skutkującą stratą gola.

Szabłowski broni się, twierdząc, że jego zachowanie było wyłącznie błędem technicznym, a nie celowym działaniem. Tłumaczy, że chciał zagrać do kolegi z zespołu, Filipa Laskowskiego, który sygnalizował wyjście na pozycję.

– Oczywiście, że nie sprzedałem żadnego meczu – deklaruje wprost zawodnik, dodając, że oskarżenia o celowe przepuszczenie gola są oparte jedynie na spekulacjach algorytmu.

Lista wątpliwości jest jednak dłuższa. Uwagę obserwatorów zwróciła spóźniona reakcja bramkarza przy utracie bramki. Szabłowski przyznał, że „zwlekał” z interwencją i rzucił się dopiero po oddaniu strzału. Tłumaczy to dezorientacją w świetle bramki, choć sam ocenia swoją próbę obrony jako niewystarczającą.

Co ciekawe, mimo błędu w pierwszej połowie, bramkarz w drugiej części meczu wykonał „wręcz identyczne” ryzykowne podanie przez środek. Tym razem piłka dotarła do adresata, który został sfaulowany. Szabłowski tłumaczy to chęcią „zresetowania głowy” i dalszego realizowania swojego stylu gry, mimo wcześniejszej wpadki.

W toku rozmowy pojawił się również wątek treningu poprzedzającego mecz. Ze środowiska klubu wypłynęły informacje, że Szabłowski wykonał niemal identyczny błąd (podanie do rywala) podczas gierki treningowej, za co został skarcony przez starszyznę drużyny. Bramkarz potwierdził to zdarzenie, tłumacząc je jednak ogromnym zmęczeniem po 3-godzinnym treningu w upale, a nie „ćwiczeniem” scenariusza korupcyjnego.

Cieniem na sprawie kładzie się także wątek wcześniejszego sparingu z Wisłą Płock, który zakończył się wysoką porażką Sokoła. Choć bramkarz przyznał, że słyszał o „przesłankach” sugerujących nieprawidłowości również w tamtym spotkaniu, stanowczo zaprzeczył swojemu udziałowi w ustawianiu tamtego wyniku

„Jakbym powiedział, że nie obstawiłem, to bym skłamał”

Mimo zapewnień o niewinności w kwestii ustawienia meczu ligowego, Szabłowski w trakcie wywiadu przyznał się do zachowań, które są surowo zabronione przez Regulamin Dyscyplinarny PZPN. Zapytany o to, czy obstawiał mecze piłkarskie, odpowiedział twierdząco. – Jakbym powiedział, że nie obstawiłem, no to oczywiście bym skłamał, bo na pewno się niejednokrotnie zdarzyło jakiś mecz obstawić – wyznał bramkarz.

Co więcej, Szabłowski bagatelizuje przepisy zabraniające piłkarzom gry u bukmachera, określając je mianem „głupoty”. Argumentuje, że obstawianie lig zagranicznych, takich jak Premier League, na które zawodnik z niższej ligi polskiej nie ma wpływu, nie powinno być karane. Twierdzi również, że jest to powszechna praktyka w środowisku piłkarskim: – Większość piłkarzy, (w domyśle w klubach)w których byłem w szatniach, sobie takie załóżmy pojedyncze mecze grała – stwierdził.

Mimo swobodnego podejścia zawodnika, dziennikarz prowadzący rozmowę słusznie ostudził jego luźne stanowisko, które w mniemaniu bramkarza miało go obronić. Dziennikarz przypomniał mu brutalne realia przepisów – Regulamin Dyscyplinarny PZPN przewiduje za udział w zakładach bukmacherskich surowe sankcje, włącznie z całkowitym zakazem wykonywania zawodu. Szabłowski broni się jednak, twierdząc, że nigdy nie słyszał, aby ktokolwiek został ukarany za obstawienie meczu zagranicznej ligi, a obecne postępowanie wobec niego opiera się jedynie na analizie systemu Sportradar, a nie na dowodach związanych z jego grą u bukmachera

Proceder „słupa” i nagrania głosowe

Najbardziej kontrowersyjnym wątkiem rozmowy okazało się potwierdzenie istnienia nagrania, w którym Szabłowski instruuje znajomego w kwestii udostępnienia konta bukmacherskiego osobie trzeciej.

W internecie krąży nagranie – wiadomość głosowa – w której Szabłowski instruuje znajomego w sprawie udostępnienia konta bukmacherskiego osobie trzeciej w zamian za procent od wygranej. W wywiadzie bramkarz potwierdził autentyczność tego nagrania, przyznając, że wysłał je zaufanemu koledze z internatu. – Ja dostałem procent za udostępnienie konta, a nie za obstawianie meczy – bronił się piłkarz, dodając, że nie widział w tym nic złego, skoro, jak powiedział, „dwie osoby mogły na tym zarobić”.

Bramkarz przyznał, że prosił kolegę o udostępnienie konta innemu graczowi, w zamian za co miał otrzymać prowizję w wysokości 10%.

Szabłowski tłumaczy, że zakład dotyczył siatkówki lub koszykówki. Najbardziej zaskakujące jest jednak porównanie, jakiego użył bramkarz, by usprawiedliwić ten mechanizm. Szabłowski zestawił udostępnianie konta bukmacherskiego (co jest łamaniem regulaminu bukmachera i może służyć ukrywaniu tożsamości gracza) z… legalnymi programami poleceń w aplikacjach bankowych. – To tak samo, załóżmy, jakby pan miał na przykład o Revoluta […] że ja wysyłam linka tacie, mamie, cioci i zakładają z mojego linka konto i dostają załóżmy 200 zł. No i co ja jestem zły bo chciałem sobie dorobić i wysłałem mamie{…} że chciałaby sobie konto założyć na Revolucie i ja dostane z tego pieniążki  – argumentował.

Dziennikarz prowadzący rozmowę słusznie zauważył, że czym innym jest link polecający, a czym innym przekazanie dostępu do konta osobie trzeciej, by ta mogła anonimowo obstawiać zakłady (potencjalnie będąc np. innym piłkarzem z zakazem gry). Szabłowski skwitował to tak: – znaczy ja nie widzę w tym żadnego problemu jakbym ja udostępnił swoje konto nawet jak ja miałem swoje konto załóżmy jak mówimy o kontach bukmacherskich, miałem konto założone nawet na siebie, bo no nie ukrywam tego i jakoś no moi znajomi też sobie załóżmy na tym koncie grali, i co? No ja w tym nie widziałem problemu – powiedział bramkarz. Po zapytaniu dziennikarza czy też udostępniał swoje konto osobom trzecim, odpowiedział jeszcze bardziej się pogrążając – no, bo co w tym złego jest?

Udostępnianie konta osobom trzecim jest złamaniem regulaminów firm bukmacherskich, a w szerszym kontekście może być elementem ukrywania tożsamości rzeczywistego gracza. Jednak bramkarz po otrzymaniu takiej informacji podczas wywiadu odpowiedział –  ja nie wnikam w politykę bukmacherów.

Odcięty od klubu i przyszłość pod znakiem zapytania

Po zawieszeniu przez PZPN, relacje Szabłowskiego z klubem uległy całkowitemu zerwaniu. Już w dniu ogłoszenia zawieszenia (21 sierpnia) klub podstawił zawodnikowi do podpisu rozwiązanie kontraktu, na co ten się nie zgodził. Zawodnik relacjonuje, że Sokół Kleczew odciął się od niego, zakazał wstępu na teren klubu i nakazał opuszczenie wynajmowanego mieszkania. – Klub mi powiedział, że ja nie mogę tam przebywać, nie mogę uczestniczyć w treningach, nie mogę przebywać w szatni – relacjonuje bramkarz.

Mimo że Szabłowski wciąż formalnie jest zawodnikiem i czeka na rozstrzygnięcie sprawy (zawieszenie przedłużono do marca), przyznaje, że afera „obrzydziła mu piłkę” i poważnie rozważa zakończenie kariery sportowej, niezależnie od finalnego werdyktu.

Komentarze

Zygmunt

Kleczew ustawiał nie jeden mecz i ten ziom był zamieszany jako jedna z głównych postaci plus paru obrońców Sokoła, dejta spokój z tym wywiadem, gość nie ma honoru, wstydu ani ambicji

2
0
wujek dobra rada

Tragedia….

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *