Amerykanie potrafią rozliczać Metę. My na swoim podwórku tylko grzecznie tuptamy nogą
Meta miała świadomie projektować Facebooka i Instagrama tak, aby dzieci spędzały na nich jak najwięcej czasu, choć wewnętrzne badania wskazywały na ryzyko dla ich zdrowia. W federalnym sądzie w Oakland ruszył proces, w którym cztery amerykańskie stany chcą rozliczyć firmę nie za cudze treści, lecz za konstrukcję jej własnych produktów.

Nie treści, lecz mechanizm platformy
Sprawa może okazać się jednym z najważniejszych testów odpowiedzialności Big Tech za wpływ platform społecznościowych na nieletnich. Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey zarzucają Mecie, że funkcje Facebooka i Instagrama zachęcały dzieci do kompulsywnego korzystania z serwisów. Wśród nich wymieniają nieskończone przewijanie, liczniki polubień, filtry fotograficzne i algorytmy podtrzymujące uwagę.
To istotna zmiana pola walki. Meta wielokrotnie korzystała z ochrony wynikającej z sekcji 230 amerykańskiej ustawy Communications Decency Act, która ogranicza odpowiedzialność platform za treści publikowane przez użytkowników. Tym razem sednem zarzutów nie są jednak posty czy filmy zamieszczane przez osoby trzecie. Stany uderzają w decyzje produktowe samej firmy.
Proces jest częścią szerszego postępowania zapoczątkowanego pozwem z 2023 roku. Do koalicji przystąpili prokuratorzy generalni 29 stanów, ale bieżący spór przed sądem federalnym prowadzą cztery z nich. Rozprawa ma potrwać około sześciu tygodni.
„Wciągnąć, zatrzymać, zebrać dane i ukryć prawdę”
W mowie otwierającej zastępczyni prokuratora generalnego Kalifornii Megan O’Neill przekonywała, że model biznesowy Mety można sprowadzić do czterech czynności: przyciągnąć użytkowników, zatrzymać ich jak najdłużej, zebrać ich dane, a następnie ukryć prawdę przed opinią publiczną.
Wciągnąć użytkowników, zatrzymać ich tak długo, jak się da, zebrać ich dane, a potem ukryć prawdę przed opinią publiczną w składanych publicznie oświadczeniach.
Według strony powodowej szczególnie mocno miało to uderzać w dzieci. O’Neill przywołała wewnętrzną korespondencję z 2016 roku, w której jako ogólny cel Instagrama wskazano czas spędzany na platformie przez nastolatków. Inne badanie, poświęcone użytkownikom w wieku od około 10 do 12 lat, miało prowadzić do wniosku, że im wcześniej ktoś zacznie korzystać z produktów Mety, tym większa szansa, że pozostanie z nimi na dłużej i będzie przynosił firmie przychody.
W sądzie pokazano także fragment wewnętrznego badania, według którego jedna piąta nastolatków twierdziła, że Instagram pogarsza jej samopoczucie. Prawnik Mety Paul Schmidt odpowiedział, że ten sam dokument wskazywał również na 41 proc. badanych deklarujących poprawę samopoczucia oraz kolejne 41 proc., które nie zauważyły żadnego wpływu.
Miliony dzieci czy nieco ponad 100 tysięcy?
Jednym z kluczowych pól sporu jest obecność na Instagramie osób poniżej 13. roku życia. Prawniczka Kalifornii twierdzi, że Meta wykryła na platformie miliony użytkowników mających 11 i 12 lat, ale zrobiła niewiele, by ich usunąć. Firma odpowiada, że zidentyfikowała nieco ponad 100 tys. takich kont.
Stany oskarżają Metę również o nielegalne zbieranie i wykorzystywanie danych dzieci bez odpowiedniej zgody rodziców. Wskazują na możliwe naruszenie federalnej ustawy COPPA, a także stanowych przepisów o ochronie konsumentów i zakazie nieuczciwych praktyk.
W czerwcu sąd odrzucił próbę zakończenia sprawy przed procesem. Uznał też, że sposób uzyskiwania przez Metę zgody rodziców nie wystarczał do spełnienia wymogów COPPA. Nie przesądza to wyniku całego postępowania, ale pozwoliło stanom przedstawić zarzuty na sali sądowej.
Meta: zarzuty wyrywają dane z kontekstu
Meta odrzuca oskarżenia. Jej prawnik przekonywał, że stany wybierają z firmowych badań pojedyncze liczby i wypowiedzi, pomijając działania podejmowane na rzecz ochrony młodych użytkowników. Firma wskazuje między innymi zaostrzone ustawienia prywatności dla nastolatków oraz przypomnienie po godzinie korzystania z Instagrama.
Nie ma sporu co do tego, że Meta dostrzegała, iż ludzie mają lub mogą mieć trudności z korzystaniem z mediów społecznościowych, i opracowała narzędzia, które miały pomóc rozwiązać ten problem.
Prawnik Schmidt zakwestionował również samo pojęcie uzależnienia od mediów społecznościowych. Według argumentacji Mety nie istnieją badania przesądzające, że Facebook i Instagram wywołują uzależnienie w znaczeniu medycznym. Firma twierdzi też, że przepisy o prywatności ograniczały jej możliwość przechowywania i wykorzystywania danych potrzebnych do skutecznego rozpoznawania nieletnich użytkowników.
Stawką są zasady dla całego rynku
Proces dotyka problemu szerszego niż ochrona dzieci. Jeśli sąd uzna, że konstrukcja produktu może stanowić podstawę odpowiedzialności, inne platformy stracą wygodną możliwość sprowadzania sporów do treści zamieszczanych przez użytkowników. Pod lupą znajdą się mechanizmy projektowane przez same firmy: rekomendacje, powiadomienia, przewijanie bez końca i systemy nagradzające aktywność.
W przypadku Mety powraca też pytanie o różnicę między publicznymi deklaracjami a wewnętrznymi kalkulacjami. iGamingPolska opisywała wcześniej dokumenty dotyczące przychodów z reklam produktów wysokiego ryzyka, w tym nielegalnych kasyn. W obu sprawach rdzeń zarzutów jest podobny: firma miała znać skalę ryzyka, lecz reagować tak, by nie naruszyć modelu opartego na uwadze użytkownika i wpływach reklamowych.
Pierwszym świadkiem stanów został były inżynier Mety Arturo Béjar, który przez osiem lat zajmował się bezpieczeństwem produktów. Zeznał, że młodsi użytkownicy zgłaszali wyższy poziom kontaktu ze szkodliwymi treściami w niemal każdej badanej kategorii, a publicznie prezentowane przez firmę wskaźniki nie oddawały rzeczywistego doświadczenia użytkowników. Jego przesłuchanie ma być kontynuowane.
Polecane