Gdzie jest Minister Sportu? Hazardowe elodarado zawładnęło koszykówką
Reprezentacja Niemiec po raz kolejny wystąpiła w Polsce z logotypem Tipwin, bukmachera nieposiadającego polskiego zezwolenia. Tym razem marka była widoczna podczas meczu eliminacji mistrzostw świata 2027 w Ergo Arenie, a spotkanie transmitowała również TVP Sport. Po wcześniejszych podobnych przypadkach coraz trudniej mówić o pojedynczym niedopatrzeniu. Pytanie dotyczy już nie tylko organizatorów wydarzeń, ale również reakcji Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz ministra Jakuba Rutnickiego.

Kolejna ekspozycja i po raz kolejny brak skutecznej bariery
Podczas meczu Polska–Niemcy w Ergo Arenie niemiecka reprezentacja wystąpiła w strojach z widocznym logotypem Tipwin. Operator nie posiada zezwolenia Ministra Finansów na prowadzenie działalności bukmacherskiej w Polsce, a domeny powiązane z marką znajdowały się w rejestrze domen służących do oferowania gier hazardowych niezgodnie z ustawą. Mimo tego oznaczenie sponsora pojawiło się podczas oficjalnego meczu reprezentacyjnego rozgrywanego na terytorium Polski.
Skala ekspozycji nie ograniczała się do kibiców obecnych w hali. Spotkanie transmitowała TVP Sport, więc logotyp był widoczny także dla widzów ogólnopolskiej transmisji. To ponownie rodzi pytanie o to, czy przed międzynarodowymi wydarzeniami sportowymi w Polsce istnieje realny mechanizm weryfikacji sponsorów zagranicznych drużyn.
Nie był to pierwszy podobny przypadek. Podczas mistrzostw świata 3×3 w Warszawie reprezentacja Niemiec również występowała z oznaczeniem Tipwin. Sprawa została wtedy nagłośniona, a kilka miesięcy później sytuacja powtórzyła się przy kolejnym wydarzeniu rozgrywanym w Polsce.
Jeżeli po wcześniejszych incydentach nie powstał mechanizm pozwalający wychwycić takie sytuacje przed rozpoczęciem meczu, trudno traktować je już wyłącznie jako jednostkowe przeoczenia. Problem zaczyna dotyczyć sposobu nadzoru nad międzynarodowymi wydarzeniami sportowymi i tego, kto ma reagować, gdy zagraniczny sponsor wchodzi w konflikt z krajowymi regulacjami.

Ministerstwo Sportu nie może stać z boku
Ministerstwem Sportu i Turystyki kieruje Jakub Rutnicki. Resort odpowiada za politykę państwa w obszarze sportu i pozostaje naturalnym adresatem pytań w sytuacji, gdy podczas dużych wydarzeń rozgrywanych w Polsce po raz kolejny pojawia się marka bukmacherska bez krajowego zezwolenia.
Nie chodzi o to, by minister osobiście zatwierdzał stroje zagranicznych reprezentacji. Chodzi o odpowiedzialność systemową. Jeżeli podobne przypadki się powtarzają, resort powinien odpowiedzieć, czy widzi problem, czy analizował wcześniejsze sytuacje i czy zamierza doprowadzić do stworzenia procedur, które ograniczą ryzyko ich ponownego wystąpienia.
iGaming Polska skierowało już do Ministerstwa Sportu i Turystyki pytania dotyczące obecnej sytuacji. Zapytaliśmy, czy resort odnotował ten przypadek, czy zamierza zwrócić się do organizatorów i związku sportowego o wyjaśnienia oraz kto, zdaniem Ministerstwa, powinien odpowiadać za weryfikację sponsorów zagranicznych drużyn przed wydarzeniami rozgrywanymi w Polsce.
Pytamy również, czy po wcześniejszych przypadkach ekspozycji nielicencjonowanych operatorów podczas imprez sportowych w Polsce podejmowano jakiekolwiek działania i czy resort planuje przygotowanie jednolitych wytycznych dla polskich związków sportowych. Przy kolejnych powtórzeniach brak procedur przestaje być problemem pojedynczego wydarzenia, a zaczyna być problemem całego systemu.
Kto ma zareagować, zanim sytuacja powtórzy się kolejny raz?
Legalni bukmacherzy działający w Polsce ponoszą koszty licencji, podatków i funkcjonują w ramach restrykcyjnych zasad dotyczących reklamy. Tymczasem marki bez polskiego zezwolenia mogą uzyskiwać szeroką ekspozycję podczas dużych wydarzeń sportowych, jeśli nikt wcześniej nie zweryfikuje oznaczeń zagranicznych drużyn.
Właśnie dlatego sprawa wykracza poza jeden mecz i jeden logotyp. Kluczowe pytanie brzmi, czy instytucje odpowiedzialne za sport w Polsce mają narzędzia i procedury pozwalające reagować zanim wydarzenie się rozpocznie, a nie dopiero wtedy, gdy problem zostanie nagłośniony po fakcie.
Ministerstwo Sportu i Turystyki powinno jasno wskazać, gdzie przebiega granica odpowiedzialności resortu, związków sportowych, organizatorów i federacji międzynarodowych. Bez takiego rozdzielenia kompetencji podobne sytuacje mogą powtarzać się przy kolejnych wydarzeniach.
Osobno zwrócimy się także do PZKosz o wyjaśnienie jego roli w tej sprawie. Kwestia odpowiedzialności Związku, procedur organizacyjnych i tego, kto konkretnie odpowiadał za weryfikację oznaczeń podczas meczu Polska–Niemcy, będzie przedmiotem osobnego materiału.
Polecane