Wielka koalicja przeciw szarej strefie. Co naprawdę może odciąć tlen nielegalnym operatorom?
Mimo dynamicznego rozwoju i profesjonalizacji branży iGaming, europejski rynek hazardowy zmaga się z bezprecedensową ekspansją szarej strefy. Według raportu Yield Sec aż 71% przychodów z hazardu online w Unii Europejskiej generuje czarny rynek. W obliczu nieskuteczności tradycyjnych metod egzekucji, państwa stają przed koniecznością przedefiniowania walki z nielegalnym rynkiem na rzecz systemowego nacisku na gigantów technologicznych i blokowania przepływów finansowych.

Ewolucja branży iGaming
iGaming to relatywnie młoda branża, która swoją prawdziwą dynamikę zyskała zaledwie kilkanaście lat temu. Państwa nie nadążały za tempem jej rozwoju, a w latach 2000-2015 wiele europejskich rynków funkcjonowało w stanie specyficznej półregulacji. Operatorzy mogli oferować usługi transgranicznie na podstawie licencji z egzotycznych rynków, a państwa przyglądały się temu z boku, pobierając znikome podatki lub nie pobierając ich wcale.
Dobrym przykładem firmy, która wyrosła w tym modelu jest Betsson. Spółka budowała międzynarodową potęgę w oparciu o licencje wydawane w kilku jurysdykcjach, kierując ofertę do graczy w krajach, które nie miały jeszcze pełnych systemów licencjonowania. Podobną drogę przeszedł Unibet (należący do grupy Kindred), które przez lata dominował na polskim rynku, korzystając z braku skutecznych narzędzi.
Inną, choć porównywalną pod względem wykorzystania luki regulacyjnej, ścieżkę przeszedł amerykański DraftKings. Operator zaczynał jako platforma daily fantasy sports, funkcjonując w obszarze prawa, który nie był jednoznacznie klasyfikowany jako hazard. Przełom nastąpił w 2018 roku, gdy Sąd Najwyższy USA uchylił federalny zakaz zakładów sportowych i umożliwił poszczególnym stanom ich legalizację. Decyzja ta otworzyła DraftKings drogę do przekształcenia się w jednego z największych operatorów zakładów w Stanach Zjednoczonych.
Pobudka nastąpiła w chwili, gdy politycy uświadomili sobie, że ogromne pieniądze omijają ich kasy szerokim łukiem. Widok miliardów euro płynących poza kontrolą zadziałał na ich wyobraźnię skuteczniej niż jakiekolwiek argumenty o bezpieczeństwie. To właśnie ta nagła gorączka złota wymusiła odwrót od „wolnej amerykanki” na rzecz twardego, krajowego licencjonowania.
Polska droga do systemu licencyjnego
Polski rynek przeszedł w tym zakresie wyboistą drogę. Zasadnicza ustawa o grach hazardowych została uchwalona już w 2009 roku i stworzyła fundamenty obecnego systemu, ale dopiero osiem lat później rynek bukmacherski przeszedł diametralną zmianę.

Zagraniczni operatorzy masowo kwestionowali skuteczność polskiego prawa, podnosząc argument o braku jego notyfikacji w Komisji Europejskiej. W efekcie, powołując się na unijną swobodę świadczenia usług, giganci tacy jak Bet365, Bwin czy Unibet operowali w Polsce na zagranicznych licencjach. Działalność podmiotów offshore była wówczas powszechna, a państwo – mimo istnienia przepisów – nie posiadało realnych narzędzi, by wyegzekwować od nich przejście na polski model licencyjny.
Realny przełom nastąpił 1 kwietnia 2017 roku. Nowelizacja ustawy wyposażyła państwo w konkretne narzędzia egzekucyjne. Wprowadzono monopol państwa na kasyno online, realizowany przez Totalizator Sportowy. Kluczowym instrumentem miał stać się rejestr domen zakazanych, który miał umożliwić techniczne blokowanie stron bez licencji Ministerstwa Finansów. Z perspektywy czasu Rejestr egzaminu nie zdał całościowo, choć na pewno w pewnym stopniu utrudnił operatorom z szarej strefy funkcjonowanie na polskim rynku.
W każdym razie nowelizacja ustawy postawiła operatorów przed brutalnym wyborem: pełna legalizacja albo odcięcie od polskiego klienta lub działanie w szarej strefie, niezgodnie z polskim prawem.
Ciekawym przypadkiem był Betclic, który po zmianie przepisów przez niemal rok operował w Polsce nielegalnie, by ostatecznie ugiąć się przed regulatorem i wystąpić o licencję. Z kolei giganci tacy jak Kindred trwali w szarej strefie znacznie dłużej. Dopiero niedawne przejęcie Kindred Group przez francuskiego giganta La Française des Jeux (FDJ) wymusiło na operatorze całkowite wycofanie się z rynków, na których nie posiadał lokalnych zezwoleń. Dla podmiotu o skali i renomie FDJ, ryzyko operowania w szarej strefie stało się po prostu nieakceptowalne.
Skansen w głowach polityków
Środowisko polityczne wciąż patrzy na iGaming przez pryzmat hazardu naziemnego z lat 90. i 00. Branża kojarzona z półświatkiem, niejasnymi powiązaniami, aferami politycznymi i podejrzeniami o pranie pieniędzy. Wizerunek „szemranego biznesu” nadal działa w wyobraźni publicznej.
W Polsce ten negatywny wizerunek został zabetonowany przez aferę hazardową z 2009 roku. Stała się ona traumą dla klasy politycznej, która od tamtej pory boi się jakichkolwiek racjonalnych zmian w ustawie hazardowej, by nie zostać posądzoną o poddawanie się naciskom lobbystów lub pisanie prawa pod dyktando branży.

To właśnie to nieufne podejście kształtuje dzisiejsze, restrykcyjne prawo w całej Europie. Regulatorzy zamiast uderzać w szarą strefę, często skupiają się na dokręcaniu śruby tym, którzy grają fair. W 2025 roku Rumunia podniosła podatek od GGR online do 30%, wprowadziła progresywny podatek od wygranych i zakazała wykorzystywania celebrytów w reklamie. W debacie pojawiło się podniesienie wieku do 21 lat i dalsze ograniczenia marketingowe. Holandia od 2025 roku stosuje stawkę 34,2% podatku od hazardu, a od 2026 roku ma ona wzrosnąć do 37,8%. Wprowadzono limity depozytowe i zakaz sponsoringu sportowego. Reklama hazardu została w dużej mierze wygaszona.
Na tych obostrzeniach niejednokrotnie zyskują nielegalni operatorzy. Nie ponoszą oni żadnych kosztów regulacyjnych i nie stosują się do ograniczeń, przez co różnica w atrakcyjności oferty między legalnym a nielegalnym drastycznie rośnie.
Skala problemu w liczbach
Raport przygotowany przez Yield Sec na zlecenie European Casino Association pokazuje skalę tej migracji. W 2024 roku:
- 80,6 miliarda euro przychodów online w UE wygenerowali nielegalni operatorzy
- 33,6 miliarda euro przypadło operatorom licencjonowanym
- 71% dochodów z hazardu w UE pochodzi z czarnego rynku
- rządy państw UE straciły około 20 miliardów euro wpływów podatkowych
- na każde 1 euro wygenerowane przez sektor regulowany przypadało 2,40 euro wygenerowane przez offshore
Ponadto aż 92% treści hazardowych widocznych w sieci promuje podmioty bez lokalnej licencji. W 2024 roku kontakt z takimi usługami miało 81 milionów Europejczyków, czyli blisko 18% populacji.
Regionalne różnice tylko potwierdzają, że skala problemu jest paneuropejska. Najtrudniejsza sytuacja panuje w Europie Wschodniej, gdzie aż 82% przychodów online pochodzi z nielegalnych źródeł. Nawet na lepiej uregulowanej Północy wskaźnik ten przekracza połowę rynku (55%).
Efekt wieży Jenga
Raport wskazuje kilka czynników. 2024 rok był rokiem dużych wydarzeń sportowych, w tym mistrzostw Europy i igrzysk olimpijskich. Dla nielegalnych platform to okres intensywnej akwizycji, który łączy agresywny marketing i hojne bonusy.
Istotnym kanałem pozyskiwania graczy stał się również streaming. Platformy takie jak Kick służą influencerom do transmisji gier kasynowych, podczas których prezentują odrealniony obraz gry na fikcyjnych saldach.
Osobnym filarem akwizycji są media społecznościowe, takie jak Facebook czy Instagram. To w tych kanałach dominuje agresywna promocja luksusowego stylu życia, sieci afiliacyjne działające poza UE oraz technologia deepfake, wykorzystywana do tworzenia rzekomych rekomendacji znanych osób. W ten sposób nielegalni operatorzy budują iluzję wiarygodności w miejscach, gdzie moderacja treści wciąż pozostaje dziurawa.
W efekcie gracz trafia na platformy działające poza jakimkolwiek nadzorem. Oznacza to brak skutecznych limitów wydatków, mechanizmów samowykluczenia i instytucji, do której gracz może się zwrócić w razie sporu. Problemy z wypłatą wygranych nie należą do wyjątków. Reklamacje bywają ignorowane, a środki mogą zostać zablokowane bez jasnego uzasadnienia.
Ta sytuacja ma wymiar nie tylko indywidualny, ale i systemowy. W raporcie Yield Sec określono ją jako „efekt wieży Jenga”. Państwa nakładają kolejne ograniczenia na operatorów licencjonowanych, podczas gdy podmioty działające nielegalnie wykorzystują te obostrzenia jako przewagę.

Światełko w tunelu
Przez lata walka z nielegalnym hazardem online przypominała rozpaczliwą próbę gaszenia pożaru lasu przy pomocy szklanki wody. Urzędnicy skupiali się na blokowaniu kolejnych domen, co w praktyce sprowadzało się do zabawy w kotka i myszkę. Gdy tylko jedna strona trafiała do rejestru, nielegalni operatorzy w kilka minut zmieniali jedną literkę lub dodawali cyfrę w adresie i działali dalej pod nowym szyldem. Rejestry pęczniały do tysięcy rekordów, ale w rzeczywistości stawały się jedynie cmentarzyskiem nieaktualnych adresów, co obnażyło bezsilność metod walki z nielegalnym hazardu.
Czy widać światełko w tunelu, że to się powoli zmienia? Wydaje się, że regulatorzy zaczynają powoli dostrzegać, że ściganie nielegalnego hazardu będzie skuteczne tylko w sytuacji, gdy kraje wywrą realny nacisk na gigantów technologicznych i uszczelnią systemy płatności. W listopadzie 2025 roku organy nadzoru z Austrii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Portugalii i Hiszpanii wydały wspólne oświadczenie, zapowiadając ściślejszą współpracę w walce z nielegalnym hazardem online.
Pierwsze sygnały zmiany widać również w Polsce. Po Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie temat transferów środków do nielegalnych operatorów został jednoznacznie powiązany z odpowiedzialnością sektora finansowego. Wkrótce potem przewodniczący UKNF skierował pismo do Dostawców Usług Płatniczych, żądając weryfikacji, czy nie umożliwiają bezpośrednio lub pośrednio realizacji transakcji na rzecz podmiotów działających bez polskiej licencji. W efekcie z wielu nielegalnych kasyn zaczęły znikać popularne metody płatności.
Wojna z szarą strefą odbywa się też na poziomie międzynarodowym m.in. dzięki współpracy między Polską a Francją w zakresie wymiany informacji o szarej strefie. Na szczególną pochwałę zasługuje również inicjatywa CERT Orange Polska, który aktywnie zwalcza hazardowy phishing oparty na schematach SMS-owych i edukuje użytkowników, że w Polsce jedynym legalnym kasynem online jest Total Casino.
Prawdziwa wojna z nielegalnym rynkiem przenosi się dziś z poziomu walki z „literkami” w nazwach stron na poziom technologii i systemowego odcinania finansowego tlenu. Legalna branża jest dziś zgodna co do triady czynników, które są niezbędne do realnego ograniczenia szarej strefy.
Po pierwsze, są to operatorzy płatności, którzy umożliwiają transfery środków z nielegalnych źródeł. Po drugie, giganci technologiczni, tacy jak Google czy Meta, czerpiący zyski z reklamy nielegalnego hazardu. Po trzecie zaś, organy państwowe, które muszą być wyposażone w skuteczne narzędzia egzekucji. Bez ścisłej współpracy tych trzech komponentów, walka z nielegalnym hazardem zawsze będzie tylko prowizorycznym łataniem dziur w systemie.
Polecane